Victoria siedziała zgarbiona z nogami podkulonymi pod brodę przyśpiewując piosence która właśnie leciała w radiu. Całą drogę zastanawiała się i nie umiała pojąć sensu jej wyjazdu. Gdy dowiedziała się o śmierci wujka nie przyszło jej na myśl jakie przyniesie to skutki w życiu codziennym. Ciocia Maggie do której właśnie zmierza nie daje rady z wychowaniem swoich dzieci, Dylana który ma 8 lat oraz Mayę - czterolatkę, nie potrafi się pozbierać bo śmierci męża. Dlatego właśnie Victoria, jako najbardziej odpowiedzialna z dzieci rodziny Masseser'ów została skazana na opiekowanie się dwójką dzieci z dala od domu. Zrozumiała by, gdyby pojechała na dwa tygodnie, czy nawet miesiąc. Ale całe wakacje? Całe dwa miesiące odseparowana od znajomych, jedynie w towarzystwie cioci i kuzynostwa? Całkiem inaczej wyobrażała sobie ten czas wolny od szkoły i obowiązków. Często próbowała podejmować rozmowy typu: " dlaczego ja? " jednak za każdym razem rodzice zwodzili ją wymijającymi odpowiedziami. Po jakimś czasie dała sobie spokój gdyż wiedziała, że jest na przegranej pozycji. Jedyne co jej pozostało to mieć nadzieje, że ciocia nie będzie jej osaczać. Że pozwoli jej chodzić do klubów, lub spotykać się ze znajomymi jeśli jakiś tam znajdzie. Ostania wizyta na Manhattanie miała miejsce 4 lata temu, kiedy to jak co roku całą rodziną spędzali razem święta, lecz od tamtego czasu coś się zmieniło i do teraz się nie widziały.
Autobus zatrzymał się, a Victoria wyrwana z przemyśleń wyjrzała przez okno i zobaczyła kobietę z burzą nieokrzesanych rudych loków spadających jej na twarz. Zanim ciotka ją ujrzała dziewczyna wcisnęła się w kolejkę do wyjścia zabierając ze sobą wszystkie rzeczy. Po wyjściu poczuła falę świeżości która przyjemnie otuliła jej twarz. Nastolatka z bagażnika wyciągnęła dużą czarną walizkę na kółkach z jej imieniem napisanym na przodzie i przeszła na drugą stronę pojazdu gdzie czekała na nią ciocia.
Kobieta miała na sobie za duży zielony sweter, potargane spodnie ze sztruksu oraz trampki brudne od trawy. Gdy zobaczyła siostrzenicę podeszła do niej wymuszając w sobie uśmiech i przytuliła ją delikatnie.
- Tęskniłam za tobą, kochanie.
Kobieta miała na sobie za duży zielony sweter, potargane spodnie ze sztruksu oraz trampki brudne od trawy. Gdy zobaczyła siostrzenicę podeszła do niej wymuszając w sobie uśmiech i przytuliła ją delikatnie.
- Tęskniłam za tobą, kochanie.
- Ja też ciociu, miło cię znów widzieć - typowy tekst na przełamanie lodów.
- Dzieciaki już nie mogły się już doczekać Twojego przyjazdu, są bardzo podekscytowane.
W drodze do domu nie wiele mówiła, raczej Maggie opowiadała o tym, że dostała nową pracę w butiku, przez co ma mało czasu dla dzieci i dziękowała za przyjazd. Potem, kiedy już skończyły im się ciekawe tematy zaczęła narzekać na to, że pogoda jak na czerwiec nie jest zbyt ładna albo, że musi wybrać się na zakupy bo ma mało sukienek a chciałaby zadbać o siebie. Jak na kobietę która miesiąc temu straciła męża wydała się Vicki bardzo optymistyczną kobietą. Zaraz po przekroczeniu progu domu w oczu rzuciły jej się obrazy, których na ścianach było na prawdę wiele. Od misy z owocami bo malunki Da Vinci. Weszła po schodach na pierwsze piętro a następnie przeszła przez długi korytarz i do swojego nowego pokoju.
Pomieszczenie prezentowała się całkiem nieźle. Było duże, w odcieniach jasnej zieleni. Na środku stało dwuosobowe łóżko z wieloma poduszkami oraz kremowym baldachimem. Pod oknem było biurko, na nim lampka, laptop oraz metalowe pudełko z długopisami i ołówkami. Na przeciwnej ścianie stała szafa łączona z komodą na której drzwiach przyklejone było podłużne lustro, a obok niej mały stolik. Dziewczyna rzuciła walizkę na podłogę a torebkę na łóżko i zeszła na dół. Zastanawiało ją gdzie są dzieciaki, jeśli tak bardzo jak ciocia mówi nie mogły się jej doczekać, to spodziewała się, że zaraz po wejściu do domu rzucą jej się na szyję. Weszła do kuchni i natrafiła na Maggie wyciągającą pieczeń z piekarnika. Przeczesała włosy palcami po czym zagarnęła je do tyłu ciągle przyglądając się badawczo kobiecie.
W drodze do domu nie wiele mówiła, raczej Maggie opowiadała o tym, że dostała nową pracę w butiku, przez co ma mało czasu dla dzieci i dziękowała za przyjazd. Potem, kiedy już skończyły im się ciekawe tematy zaczęła narzekać na to, że pogoda jak na czerwiec nie jest zbyt ładna albo, że musi wybrać się na zakupy bo ma mało sukienek a chciałaby zadbać o siebie. Jak na kobietę która miesiąc temu straciła męża wydała się Vicki bardzo optymistyczną kobietą. Zaraz po przekroczeniu progu domu w oczu rzuciły jej się obrazy, których na ścianach było na prawdę wiele. Od misy z owocami bo malunki Da Vinci. Weszła po schodach na pierwsze piętro a następnie przeszła przez długi korytarz i do swojego nowego pokoju.
Pomieszczenie prezentowała się całkiem nieźle. Było duże, w odcieniach jasnej zieleni. Na środku stało dwuosobowe łóżko z wieloma poduszkami oraz kremowym baldachimem. Pod oknem było biurko, na nim lampka, laptop oraz metalowe pudełko z długopisami i ołówkami. Na przeciwnej ścianie stała szafa łączona z komodą na której drzwiach przyklejone było podłużne lustro, a obok niej mały stolik. Dziewczyna rzuciła walizkę na podłogę a torebkę na łóżko i zeszła na dół. Zastanawiało ją gdzie są dzieciaki, jeśli tak bardzo jak ciocia mówi nie mogły się jej doczekać, to spodziewała się, że zaraz po wejściu do domu rzucą jej się na szyję. Weszła do kuchni i natrafiła na Maggie wyciągającą pieczeń z piekarnika. Przeczesała włosy palcami po czym zagarnęła je do tyłu ciągle przyglądając się badawczo kobiecie.
- Dylan i Maya zaraz tu będą, są w ogrodzie i bawią się. Chcesz to je zawołaj, zaraz podam obiad. - Posłusznie odwróciła się na pięcie i przeszła do pokoju gościnnego, z którego wychodziło się na tył domu. Odsłoniła firankę i momentalnie oblało ją ciepło słoneczne. Popchnęła lekko szklane drzwi i wyszła na mały taras obłożony brązowymi kafelkami. Na stopach poczuła przyjemne ciepło nagrzanego podłoża. Gdy kuzynka ją ujrzała pisnęła głośno i wybiegając z piaskownicy rzuciła się z jej stronę. Chłopczyk również poszedł w jej ślady. Ukucnęła i twardo oparła się na ziemi. Maya wpadła jej w ramiona i zaczęła całować policzek. Dylan podbiegł do niej i patrzył na siostrę. Kiedy ta odlepiła się od Vicki podszedł do niej i mocno przytulił.
- Tak bardzo za wami tęskniłam. Ale jesteście duzi! - Pogłaskała obu po głowie na co jeszcze raz wtulili się w nią - mama kazała was zawołać na obiad, chodźmy zanim się zdenerwuje.
Pod wieczór ciocia wysłała ją do sklepu, aby kupiła to, co ma ochotę zjeść na kolację. Zabrała więc z sobą Dylana i Maye i udała się do pobliskiego sklepu.
- Długo u nas zostaniesz?
- Długo, będę do końca wakacji.
- To dobrze, bo mama się dziwnie zachowuje - chłopczykowi zadrżał głos.
- Co znaczy dziwnie? - Spojrzała na niego badawczo.
- Jest często smutna i czasami płacze. Powiedziała nam, że to dlatego bo tęskni za tatusiem. Ale zawsze jak tęskniła jak tatuś wyjeżdżał to dzwoniła, dlaczego teraz nie zadzwoni? My też tęsknimy, chciałbym z nim porozmawiać. - Łza zakręciła się jej w oku. Nie wiedziała, że Maggie nie powiedziała dzieciom dlaczego ich ojca nie ma w domu. W tym momencie nie wiedziała co odpowiedzieć, myśli plątały się jej w głowie i nie potrafiła wybrać tej odpowiedniej kiedy zdała sobie sprawę, że nie ma odpowiedniej odpowiedzi. Tak czy inaczej dzieci będą cierpieć. Kiedy dłuższą chwilę milczała Maya złapała ją mocniej za rękę i pociągnęła nosem. Vicki zatrzymała się i ukucnęła, aby mniej więcej być z nimi na równi.
- Posłuchajcie, to jest troszeczkę trudne do wytłumaczenia, ale zdradzę wam sekret. Tak gdzie jest wasz tatuś, jest bardzo szczęśliwy. Jednak wiem, że tęskni za wami tak bardzo jak wy i na pewno teraz o was myśli.
- To dlaczego nie wróci? - Spytała Maya załamanym głosem. Powinna powiedzieć wam to mama, pomyślała. Jednak nie powiedziała tego na głos, nie chciała zrzucać kolejnego brzemienia na ramiona ciotki. Bo co by im powiedziała? Że nie wróci już nigdy? Że ich zostawił? Albo co gorsza, że wróci, a wtedy będą czekać bez końca? Zamiast tego tylko przytuliła ich mocno, po czym wstała i zaczęła iść dalej.
- To dlaczego nie wróci? - Spytała Maya załamanym głosem. Powinna powiedzieć wam to mama, pomyślała. Jednak nie powiedziała tego na głos, nie chciała zrzucać kolejnego brzemienia na ramiona ciotki. Bo co by im powiedziała? Że nie wróci już nigdy? Że ich zostawił? Albo co gorsza, że wróci, a wtedy będą czekać bez końca? Zamiast tego tylko przytuliła ich mocno, po czym wstała i zaczęła iść dalej.
- Co macie ochotę zjeść na kolację? - Zmiana tematu poskutkowała, dzieci w całej drodze do sklepu nie poruszyły już tematu.
- Ja bym miała ochotę na rogalika z cynamonem - powiedziała dziewczynka, po czym ruszyła na poszukiwanie przysmaku.
- Pójdę jeszcze po mleko, czekajcie tu, dobrze? - Dzieci kiwnęły głową. Victoria nie znała tego sklepu ale jak na mały spożywczak był całkiem spory. Przechodziła z alejki do alejki szukając lodówek, kiedy natrafiła na karton mleka. Wrzuciła go do koszyka i kiedy podeszła do Dylana zorientowała się, że nie ma z nim May'i. No cudownie, pierwszy dzień a ja już zgubiłam dziecko, pomyślała z przerażeniem. Podbiegła do chłopczyka, a on tylko pokazał palcem. Kierując się jego wskazówką ujrzała małą na rękach u jakiegoś nieznajomego chłopaka. Wzięła szybko dłoń kuzyna i podbiegła do nich.
- Jeju Maya, nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś. Prosiłam was, żebyście poczekali na mnie..
- Jeju Maya, nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś. Prosiłam was, żebyście poczekali na mnie..
- Przepraszam, ale zobaczyłam Astona i chciałam się przywitać. - Spojrzała najpierw na nią, a następnie na chłopaka. Daj mi ją, poprosiła, jednak on tylko się jej przyglądał. Adrenalina jej skoczyła, gdyż chłopak ani nie drgnął. - Ogłuchłeś?! Postaw ją! - Aston opuścił powoli dziewczynkę nadal nie spuszczając z niej wzroku.
- Jestem Aston, dla przyjaciół Tony.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi - powiedziała wymijająco głaszcząc Mayę. - Idziemy.
- Vi-Victoria? - Wtem zatrzymała się. Dziwne, nie wspominała ani słowem jak ma na imię. Odwróciła głowę aby na niego spojrzeć. - To Ty. Nie pamiętasz mnie? Tony, Tony rozrabiaka, tak na mnie mówił Twój wujek. Mieszkam na przeciwko, robiliśmy razem bałwana jakieś 8 lat temu. - Zaśmiała się z niedoważaniem. Aston Nomind? Ten sam, który pocałował ją na święta pod choinką którą sami udekorowali?
- Pamiętam cię! Nie wierze, że mnie rozpoznałeś. Nawet babcia miała z tym problem.
Aston odprowadził ich pod dom. Po drodze rozmawiali o wielu rzeczach, wspominali ich dziecinne wygłupy, rozmowa kleiła się niesamowicie. Może właśnie dlatego chłopak zaproponował jej wyjście jeszcze tego samego dnia. Po wejściu do domu ciocia przywitała ich kubkiem ciepłego kakao. Dylan wyjął z torebki rogaliki i poszedł do dużego pokoju. Siostra poszła za nim. Włączyli telewizor i zaczęli oglądać bajki co chwile śmiejąc się z beznadziejnych dialogów.
- Ciociu..
- Maggie. Mów mi Maggie dobrze?
- No dobrze - zaśmiała się - w każdym razie, mogłabym wyjść czy jestem Ci jeszcze w czymś potrzebna?
- Możesz iść, no ale gdzie? Dopiero przyjechałaś a już mi Cię ktoś porywa.
- Wiesz, może to dziwnie zabrzmi, ale spotkałam przypadkiem Astona, wieesz, tego z naprzeciwka i..
- I zaprosił Cię na spacer żeby nadrobić zaległości. Pewnie, leć. - Maggie puściła do niej oczko. Vicki wyszła z domu, Tony już na nią czekał. Podeszła do niego i uśmiechnęła się. Wcześniej nie zwróciła uwagi na to, jakie piękne ma oczy. Niebieski kolor, przypominający bezchmurne niebo, albo wodę w basenie w piękny słoneczny dzień, a głębokie jak ocean. Idealnie wykrojone kości policzkowe, blond włosy opadające na czoło. I ten uśmiech. Białe, perłowe zęby, cudowne wargi w odcieniu zgaszonego różu.
- Wszystko w porządku?
- Uhm?
- Patrzysz jakbyś zobaczyła ducha. - Blisko, pomyślała. Widzę Boga.
- Nie, jest okej. Gdzie idziemy?
- Pomyślałem, że zabiorę cię do restauracji gdzie sam często przesiaduję. Powiedz mi, czemu tak dawno tu nie gościłaś?
- Wiesz.. to skomplikowane - spojrzała mu w oczy.
- Postaram się zrozumieć - uśmiechnął się odsłaniając żeby.
- Były święta, 4 lata temu. I jak zawsze spędzaliśmy je razem, w rodzinie. Moja ciocia źle się poczuła i poszła się przejść, mój ojciec postanowił jej potowarzyszyć. Nie było ich jakiś czas więc poszłyśmy z mamą ich poszukać. Wyszłyśmy z domu i szukałyśmy ich z godzinę lecz nie potrafiłyśmy ich znaleźć, a mieli być przed domem. Kiedy wracałyśmy zobaczyłyśmy ich całujących się za drzewem. Ojciec gdy nas zobaczył podbiegł i zaczął przepraszać. Wujek się nie dowiedział, a my spakowaliśmy się i wróciliśmy do domu. Mama po jakimś czasie wybaczyła ojcu, ale siostrze nie. Nie miały kontaktu przez 4 lata, a teraz kiedy wujek zmarł mama wysłała mnie tutaj na wakacje, żebym pomogła cioci z dziećmi. Cała historia. - Chłopak szedł bez słowa. Każdy kto usłyszał tę historię reagował tak samo. Myślą, że teraz należy jakoś poprawić jej humor, opowiedzieć kawał albo zmienić temat. Jednak to nie takie łatwe. Mało osób przeszło przez to co ona, mało potrafiłoby zrozumieć.
- Rok temu moi rodzice się rozwiedli. Ojciec zaczął pić. Początkowo piwo dziennie, z czasem było to wino, potem koniak, skończyło się na wódce. Bił matkę. Minęło dużo czasu, zanim odważyła się go zostawić. Dopiero, kiedy sprał mnie na kwaśne jabłko, bo ją broniłem - spojrzała na niego ze współczuciem w oczach. Po raz pierwszy poczuła, że może jednak jest ktoś, kto ją rozumie. Kto nie powie: będzie dobrze, tylko sam się do tego przyczyni. Po pięciu kolejnych minutach doszli do restauracji. Zajęli miejsce przy dwu-osobowym stoliku. Zamówili risotto z grzybami i czekając na danie rozmawiali o przeszłości.
- A pamiętasz, jak wzięliśmy psa z domu sąsiada i powiedzieliśmy rodzicom, że go znaleźliśmy? - Oboje wybuchli śmiechem.
- Tak pamiętam. Moja mama rozpoznała psa i musieliśmy się grubo tłumaczyć. - Spojrzeli sobie w oczy - wiesz, powiem ci coś. Kiedyś się w tobie kochałem - serce zabiło jej mocniej. Poczuła jak rumieniec oblewa jej twarz. Już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, kiedy zaczął mówić dalej - ale spokojnie, przeszło mi już.
- Dobrze wiedzieć - położyła dłoń na jego ramieniu. - Muszę iść do wc, zaraz wracam. - Wstała i udała się do ubikacji. Weszła do pomieszczenia gdy poczuła chłód. Podeszła do okna i zamknęła je. Zapukała do drzwi kabin by ustalić która jest pusta, kiedy usłyszała przeraźliwy krzyk. Podbiegła do drzwi i zaraz po ich otworzeniu zaatakował ją dym. Odsunęła się w tył kaszląc.
- Halo, jest tu kto?! - Pomyślała, że może nie jest sama i ktoś jej pomoże. Niestety nikt jej nie odpowiedział. Jej uszu dochodził duży hałas, pewnie ludzie uciekali z lokalu. Podbiegła do tego samego okna które przed chwilą zamykała i spróbowała je otworzyć, jednak nie potrafiła. Cholera, zacięło się! - Krzyczała sama do siebie. Zaczęła wołać o pomoc, jednak nie miała szans z harmidrem z zewnątrz. Jej głos całkowicie zanikał, a płuca powoli zapełniały się dymem. Naraz zauważyła przed sobą sylwetkę mężczyzny. Ledwo widziała gdyż oczy bardzo ją piekły i łzawiły. Chłopak również podjął się próby otworzenia drzwi, lecz nie dał rady. Victoria patrzyła na niego kiedy ten jednym uderzeniem rozbił szybę i wyskoczył z niej z dziewczyną na rękach. Dopiero na dworze rozpoznała w nim Astona. Chłopak usadowił ją na ławce za restauracją. Ona powoli odzyskiwała świadomość.
- Dobrze się czujesz?
- Chyba tak. - Wtem poczuła pieczenie na nodze. Dotknęła jej a na dłoni został ślad krwi. Musiała się skaleczyć podczas wychodzeniu przez okno. Rana była głęboka. Spojrzała w tył w celu ustalenia, czy są obecne jakieś służby ratunkowe, kiedy odwróciła się z powrotem do chłopaka, lecz jego już nie zastała.
♥ Vicki ♥
Tak więc, to by było na tyle.. mam nadzieje, że się Wam spodobało. Jest to moje pierwsze opowiadanie dlatego proszę o wyrozumiałość. Jeśli przeczytałaś/łeś proszę, zostaw po sobie ślad w komentarzu abym wiedziała, że moje starania nie poszły na marne .. :) Dzięki!
Postanowiłam skorzystać z zaproszenia i 'nawiedzić' twojego bloga :) Z racji tego, że jest tylko jeden rozdział, nie będę mogła za wiele powiedzieć o samej fabule. To po prostu za mało. Zazwyczaj nie zabieram się za komentowanie dopóki nie ma przynajmniej pięciu rozdziałów. ale skoro prosiłaś...
OdpowiedzUsuńPodoba mi się wygląd strony. Uwielbiam prostotę i stonowane kolory. Czyta się wtedy lepiej. Nic nie 'bije' po oczach. Prawdę mówiąc jedynie czcionka mogłaby być ciut większa, ale to w sumie nie jest żaden problem, bo po prostu sama sobie powiększyłam podczas czytania...
Mam nadzieję, że cie nie urażę tą częścią mojego komentarza, ale teraz mam zamiar trochę powytykać ci błędy ;)
Ewidentnie masz problemy z interpunkcją. Już w pierwszym zdaniu brakuje dwóch przecinków, a dalej nie jest wcale lepiej. Interpunkcja, to zmora wielu osób, w tym mnie, ale warto nad nią pracować. Przyswoić sobie choćby te najważniejsze zasady na początek. Pisanie wymaga od nas ciągłego pracowania nad sobą. W końcu nikt nie rodzi się alfą i omegą.
Zauważyłam też, że odmieniłaś nazwisko dziewczyny z apostrofem. Masseserów pisze się bez i to w każdym przypadku (wyrazy zakończone spółgłoską odmieniamy bez apostrofów).
Co tam jeszcze było... A tak... wyrazy takie jak twojego, mojego, tobie, ty, wy - w opowiadaniach piszemy z malej litery. To w listach, czy dokumentach urzędowych spotykane jest pisanie z dużej litery.
Co do błędów, to przyznam, że nie ma ich wiele, co naprawdę ci się chwali, bo niektórym dziewczynom nie chce się nawet poprawić tego, co im program podkreśla. Było jednak kilka i były one głównie związane z zasadą pisania cząstki 'nie' oraz 'by' razem lubo osobno. Ty akurat zazwyczaj piszesz to osobno, a to błąd (np. napisałaś 'niewiele' osobno, a akurat powinno być razem).
Jeszcze na koniec mogę jedynie uczulić cię na unikanie powtórzeń. Użycie w jednym zdaniu słowa 'kobieta' i 'kobiety' nie wygląda za dobrze. Pisanie wymaga od nas wiele, ale i wiele daje. Jeżeli sprawia ci taką samą przyjemność jak mi, to wiesz o czym mówię :) Pracuj nad wyeliminowaniem błędów, a będziesz tylko lepsza. I nie osiadaj na laurach, bo zawsze można pisać lepiej ;)
Jak już wspomniałam, niewiele mogę powiedzieć o fabule po jednym rozdziale, ale kilka rzeczy zwróciło moją uwagę... Kto normalny zostawia małe dzieci przed sklepem same? I to jeszcze w takim mieście jak Nowy Jork? Kompletnie nieodpowiedzialne zachowanie i nie świadczy o niej najlepiej jako o opiekunce.
Strasznie łatwo jej było opowiedzieć bądź co bądź obcemu chłopakowi historie zdrady ojca. To przecież nie jest coś, o czym się papla na prawo i lewo. No i ta jego opowieść w rewanżu... Mogłabyś z tego zrobić z trzy rozdziały ;) Chodzi mi o to, że nikt nie spotyka się po tylu latach i od razu nie opowiada rodzinnych tajemnic. Zdecydowanie można by było zbudować to inaczej. Dać im czas na odnowienie przyjaźni (o ile wcześniej byli już na tym etapie). Ale to twój pomysł i ja mogę tylko teoretyzować.
Uważam, że masz za dużo 'niepotrzebnych' opisów, a tam, gdzie by się przydało trochę więcej, to niestety trzeba obejść się smakiem... na przykład to opisanie pokoju. Dla nie nie było to ciekawe, ani konieczne. Wystarczyłby zarys, a o ile akcja działaby się kiedyś w nim, to zawsze można by coś dopowiedzieć. Za to podczas tych ich opowieści rodzinnych brakowało mi emocji. Opisu ich uczuć. Skoro ona jest narratorem, to oczywiście mogłaby się tylko domyślać co on czyje, ale przecież musiałaby coś zauważyć (zaciśnięcie pięści, smutek w oczach itp.). Po prostu nie czułam nic, czytając te ich niby traumatyczne przeżycia, a jestem raczej wrażliwa na ludzkie emocje.
(oczywiście nie zmieściłam się w limicie znaków)
UsuńKońcówka wprowadza trochę tajemniczości do opowiadania, choć również nie poczułam tej grozy sytuacji. Nie 'widziałam' jej strachu, czy paniki. Dla mnie to trochę znak, byś zamiast skupiać się na dokładnym opisywaniu wszystkiego, spróbowała ukazać uczucia. To wiele zmienia i sprawia, że czyta się lepiej...
Tajemniczy chłopak. Tak, końcówka zdecydowanie zaciekawia. Bo dlaczego zniknął?
Mam nadzieję, że nie uraziłam cię moimi słowami. Chodziło mi raczej o pokazanie, nad czym powinnaś jeszcze popracować, by pisać lepiej. Jednak najważniejsze jest to, by sprawiało ci to przyjemność. Nic innego nie powinno się liczyć. Życzę ci wielu pomysłów i wytrwałości, bo nie ma nic smutniejszego, niż porzucona historia...
Pozdrawiam xx
@KateStylees